22 sierpnia 2015

CAPÍTULO 1

   - Jak mogłeś mi to zrobić?! Dlaczego?! Oszukiwałeś mnie przez całe 2 lata! - krzyczałam. Łzy spływały mi strumieniami po policzku. Nie mogłam się uspokoić. Dławiłam się nimi. Coś mnie opętało. To nie byłam już JA. To nie ta dziewczyna, która zawsze była uśmiechniętą 16-latką.
   - Kotku, to nie... - zaczął, ale mu przerwałam.
   - Nie mów do mnie KOTKU. Nienawidzę Cię!! Rozumiesz?! NIENAWIDZĘ! - darłam się całym głosem. Wszyscy ludzie z parku patrzyli się na zaistniałą sytuację, jednakże nie zwracałam na tych ludzi żadnej uwagi. Jakbyśmy byli my sami. JA i ON. 
   - Daj mi to wszystko wytłumaczyć.. - próbował dalej.
   - CO tu jest takiego do WYTŁUMACZENIA?! Byłam dla Ciebie zwykłą ZABAWKĄ!! Dziewczyną z zakładu! - wykrzyknęłam mu w twarz.
   - Zgodziłem się na zakład, żeby nie wyjść przed kolegami na lamusa, ale.. Ale kiedy poznałem Cię bliżej to ja naprawdę się w Tobie zakochałem.. Jednakże nie miałem na tyle odwagi, żeby przyznać Ci się co do tego całego zakładu.. A teraz ty dowiedziałaś się prawdy od Filipa... Teraz jest mi strasznie głupio z tego powodu. Przepraszam... - chwycił moją dłoń, jednak ja ją szybko wyrwałam.
   - Jedno głupie PRZEPRASZAM nic nie zmieni.. Kochałam Cię, naprawdę, ale za bardzo mnie zraniłeś.. Może i kiedyś będę Ci w stanie wybaczyć, ale NIGDY nie zapomnę, jak chamsko się wobec mnie zachowałeś. I jeszcze jedno.. TO KONIEC.. Znajdź se kogoś z kim nie będziesz musiał być dla zakładu.. - powiedziałam wszystko, co miałam do powiedzenia i uciekłam.
Nasze miejsce...
   Biegłam cały cały czas przed siebie. Przez łzy praktycznie nic nie widziałam, ale podążałam dalej naprzód. Dobrze wiedziałam, dokąd się kieruję. Z parku do lasu nie było aż tak daleko, może gdzieś tak z 1,5 km. Po kilku minutach dotarłam do skraju lasu i powoli zaczęłam iść przez drewniany mostek, który zrobiłam ze swoimi przyjaciółmi, aby przedostać się przez rzekę do prześlicznej polanki. Jak zwykle belki były prawie że całe mokre i bardzo śliskie, więc byłam zmuszona do tego, aby zwolnić krok.
   Zanim jednak jeszcze doszłam na miejsce, to myślałam, że będę tam sama.. Żeby nikt z moich przyjaciół nie widział, że płakałam.. I nadal płaczę. Jednak nie zawsze jest tak jak po naszej myśli. Na polanie pod dużym, rozłożystym drzewie leżał Damian. Nawet w sumie się cieszę, że właśnie on tu jest. To z nim właśnie najlepiej się dogadywałam. To z nim zawsze byłam blisko. Jesteśmy tak jak BRAT i SIOSTRA. SIOSTRA i BRAT. Znamy się praktycznie od dzieciństwa, tak jak z pozostałymi naszymi przyjaciółmi. Wszyscy możemy na sobie polegać.
   Ruszyłam powoli i niepewnie w jego kierunku i kiedy i ja znajdowałam się pod drzewem to usiadłam. Leżał z przymkniętymi oczami, ale kiedy mnie usłyszał to od razu się poderwał.
   - Siostra, co jest? - spytał jak zobaczył w jakim stanie jestem.
   - Dawid... - nic więcej nie musiałam mu mówić. Od nigdy mu nie ufał, ale akceptował go ze względu na mnie. Objął mnie ramieniem, a ja się w niego wtuliłam i zaczęłam moczyć łzami jego koszulkę. Zaczęłam też mu wszystko opowiadać. Kiedy skończyłam to zauważyłam, że jest mega wściekły. Zacisnął prawą pięść i szeptał sobie pod nosem, że dorwie tego skurwiela. - Dam.. Nie warto, szkoda na niego rąk i czasu - próbowałam go uspokoić. 'Żeby tylko nie zrobił czegoś głupiego' pomyślałam sobie. Nie chciałabym, żeby trafił on do poprawczaka.
   - Ehh.. No dobrze - zrezygnował. Nie wyglądało to przekonująco, ale już sobie odpuściłam.
   W końcu z czasem się ogarnęłam i zaczęłam się śmiać. I to zasługa braciszka, zawsze, gdy jestem smutna, robi wszystko, żeby tylko na mojej twarzy wykwitł uśmiech.. Nie miał, co innego wymyślić tylko musiał zacząć mnie łaskotać, a doskonale wie, że mam łaskotki.
   - Hahaha! Okey, już wystarczy - wykrzyknęłam przez śmiech. - Nie wyrabiam już.
   - A co będę miał w zamian jak przestanę? - zapytał. Zawsze musi szantażować mnie w takiej sytuacji.
   - Miałam zamiar Ci dać dużą paczką żelek, ale zastanawiam się czy mam się rozmyślić - od razu przestał i spojrzał na mnie wielkimi oczyma. 'To zawsze działa' naszło mnie. - Mam pomysł. Dziś będzie u mnie chata wolna. Może zrobimy sobie jakąś imprezkę albo maraton filmowy z przyjaciółmi?
   - Mnie to się podoba pomysł z maratonem i najlepiej jakby wybrać jakieś horrory. Lubię jak to przestraszona Ola się do mnie przytula.. - rozmarzył się jak zawsze o niej. Cieszę się, że jest z nią szczęśliwy. A skoro on to ja też.
   - No to wieczorem u mnie..
   - Co u Ciebie wieczorem? - do uszu doszedł głos Marleny.
   - Kąpiel w żelkach - palnął Dam z wielkim bananem na twarzy.
   - Ja to tam wolę żelki jeść, a nie się w nich kąpać - odpowiedziała mu na to Mar.
   - No przecież tylko żartuję - i puścił oczko.
   - Dobra, Ja w to nie wnikam - co ja z nimi mam.
   Dam i Mar wdali się w jakąś dyskusje, która nie miała żadnego sensu.. Ja przyglądałam się jakiemuś jednemu punktowi znajdującym się za nimi. I odpłynęłam do krainy swoich myśli, marzeń... Także w mojej głowie siedział cały czas Dawid.. Wiem, to co zrobił jest niewybaczalne, ale ja go nadal kocham i nie umiem od tak go wyrzucić ze swojego serca. Nie wiem..Nie wiem, co robić, co myśleć. Byłam z nim 2 lata, a to do tej pory był mój najdłuższy związek, gdyż pozostałe trwały nie więcej niż jeden miesiąc. MUSZĘ ZAPOMNIEĆ. PAMIĘTAJ, NIE RÓB TEGO, NIE ZAPOMNIJ O NAS. STOP! Nie słuchaj.. ZAPOMNIJ. Jeśli nie przestanę wspominać przeszłości to nigdy nie będę w przyszłości szczęśliwa. Kłótnia bez sensu. Pomiędzy TYM, CO WIEM I TYM, CO CZUJĘ. Jestem rozdarta.. Do mojej głowy przybywało coraz to więcej nowych myśli.. NIE wytrzymałam..
   - STOP! PRZESTAŃ! - ryknęłam. Złapałam się za głowę.
   Rozmowa UCICHŁA... Patrzyli na mnie PRZERAŻENI... W ich oczach zapewne wyglądam jak jakaś OPĘTANA... NIEPEWNIE ruszyli w moim kierunku.
   - Jaa.. PRZEPRASZAM, przepraszam... - czy aby tych myśli było jak za wiele na moją głowę? - Jestem POTWOREM.
   - Nie jesteś.. - zaczął Dam - nie byłaś i nigdy nie będziesz.. Chodź, zaprowadzę Cię do domu - podszedł do mnie i pomógł mnie wstać z ziemi. 
   Ruszyliśmy w trójkę, Mar na przodzie, a ja z Damianem z tyłu. Pilnował mnie. Ale za chwilę będzie najgorsza część drogi. Idąc z lasu do mojego domu domu trzeba przejść przez PARK. Boję się trochę, że spotkam tam JEGO.. A co wtedy? Właśnie przed chwilą się dowiedziałam, że jestem zdolna do wszystkiego. BOJĘ SIĘ. O siebie. Najbardziej o PRZYJACIÓŁ. Żebym im czegoś przypadkiem nie zrobiła.
   PARK. PRZEKLĘTA droga. PRZEKLĘTA ścieżka. I te wszystkie ławki. Obserwowałam je wszystkie. PARK był praktycznie pusty. Tylko ostatnią ławkę ktoś zajmował.. Tą, która znajdowała się najbliżej mojego domu..
   - Przepraszam Was. Dzwoniła do mnie mama i muszę na razie iść do domu zająć się młodszą siostrą.. Przyjdę do Was wieczorem, paa - pożegnała nas całusami w policzek i ruszyła do siebie.     
   Zostałam sama z Damianem. Coraz to bardziej zbliżaliśmy się do tej ŁAWKI.. Jeszcze kilka metrów.. Kilka kroków.. I właśnie czego najbardziej się obawiałam. Na ławce siedział on..

~-~

A więc tak.. Tytuł bloga mówi całkiem co innego, ale to dopiero z czasem.. Bo bez sensu by było, gdyby wszystko toczyło się zbyt szybko.. Jakby wszystko toczyło się szybko, to bym nie miała żadnego pomysłu na tego bloga.. 
Ale okey..
Tak oto prezentuje się oto rozdział pierwszy.. Co do drugiego mam już pomysł..
Ale nie zdradzę.. xdd
A na chwilę obecną bye ;dd
PS Nie umiem pisać tych notek końcowych xdd
PS.2 Rozdział jest okropny.. :D

1 komentarz:

  1. Świetny *. * Naprawdę genialnie się zapowiada ^^
    Ten WREDNY, PASKUDNY, *#@! *@# Dawid.. Grrrr.. Już go nie lubię XD ale dobrze że Ona ma przyjaciół :D Da sobie radę! ;)
    http://abraham-mateo-i-ja.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń